mam terapeutę

Kampania „Mam Terapeutę”

„Kiedy pierwszy raz rodzina zaproponowała mi skorzystanie z takich usług wydawało mi się to śmieszne, a przede wszystkim niepotrzebne, przecież jestem w stanie dać sobie radę ze wszystkim sam. Po jakimś czasie w kryzysowej sytuacji zadałem sobie pytanie: czy nie warto chociaż…”
Blisko 8 milionów Polaków ma mniejsze lub większe zaburzenia psychiczne; to prawie jedna czwarta z nas – wynika z danych opublikowanych przez Instytut Psychiatrii i Neurologii. Mimo to wstydzimy się mówić o swoich problemach, a korzystanie z usług psychologa, terapeuty czy psychiatry jest nadal tematem tabu. Być może zmieni to kampania „Mam terapeutę”, która ruszyła na początku grudnia.

Przytoczone badania dotyczą osób w wieku od 18 do 64 lat; z zaburzeniami psychicznymi boryka się 8 milionów z nich. Część z nich cierpi na cięższe stany urojeniowe i omamy, schizofrenię, ciężkie depresje i nerwice. Niektórzy muszą radzić sobie z nawracającymi stanami lękowymi, atakami paniki czy łagodnymi stanami depresyjnymi. Wielu wymaga leczenia, wielu się leczy. Często pomaga im terapia.

Oprócz nich jest też duża grupa osób, która samodzielnie nie daje rady rozwiązać swoich problemów lub po prostu chce mieć większy komfort i satysfakcję z życia. Im też może pomóc psychoterapia.

Opisane wyżej osoby łączy jedno – stygmatyzacja, która ich dotyka. Poprzez kampanię Mam Terapeutę chcą z nią walczyć członkowie Naukowego Koła Psychoterapii SWPS.

O terapii można mówić wprost. Nie trzeba się jej wstydzić

  • Jest szereg czynników, które wiążą się z częstszym rozpoznawaniem zaburzeń psychicznych. Przede wszystkim, znacznie dużo więcej osób w obecnych czasach zgłasza się do specjalisty po pomoc – mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Anna Braniecka, psycholog kliniczny, wykładowca w Katedrze Psychologii Pozytywnej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i opiekun Naukowego Koła Psychoterapii SWPS, które zainicjowało akcję Mam terapeutę. – Jednak badania wskazują, że osoby korzystające z psychoterapii nie chcą się do tego przyznawać i często ukrywają ten fakt. Wielu spośród nich czuje się gorszymi, myślą, że „coś jest z nimi nie tak”, skoro chodzą na terapię – tłumaczy. – Jest to bardzo niekorzystne zjawisko, ponieważ dużo osób potrzebuje takiej formy leczenia i dla niektórych jest ona nawet niezbędna – zaznacza.
  • Nasza kampania ma na celu przeciwdziałanie stygmatyzacji osób korzystających z psychoterapii poprzez pokazywanie, że można mówić o terapii wprost, a nawet być z niej dumnym. Innymi słowy, akcja ta tworzy pewnego rodzaju „album”, który gromadzi poszczególne przykłady osób chcących przełamać pewne tabu. Pokazują one, że z terapii można korzystać i można o tym mówić otwarcie – podsumowuje dr Braniecka.

„Kiedyś było inaczej; dzisiejsze pokolenie jest po prostu słabsze”

Jednym z częstych potocznych wyjaśnień dotyczących rosnącej liczby rozpoznawanych zaburzeń jest postulowanie słabości psychicznej młodego pokolenia i „cieplarnianych” warunków, w których się wychowywało. Nasi dziadkowie przeżyli przecież wojny, głód, a wielu z nich dożyło sędziwego wieku w dobrej kondycji psychicznej – argumentują sceptycy.

  • Kiedyś powszechne były sytuacje, że dopóki ktoś nie odebrał sobie życia, to często w ogóle nie było wiadomo, że jest chory. Teraz reagujemy na subtelniejsze objawy i bardzo dobrze, bo dzięki temu można szybciej interweniować – tłumaczy doktor.- Pojawiają się hipotezy, że człowiek ma konstrukcję psychiczną lepiej dostosowaną do radzenia sobie z bardzo silnym stresem, niż ze stresem o mniejszym nasileniu, ale za to bardzo często występującym – dodaje.

Wydaje się, że stresy „wojenne” mogły być paradoksalnie łatwiejsze do przeżycia, bo uruchamiały w człowieku bardziej pierwotne mechanizmy radzenia sobie typu „walcz-uciekaj”, które pojawiły się w procesie ewolucji najwcześniej i zdążyły zostać dobrze utrwalone. Stresy, które mamy na co dzień – ciągły pośpiech, duża presja w pracy, przeciążenie związane z jednoczesnym wykonywaniem bardzo wielu ról życiowych – są ewolucyjnie nowe i człowiek nie jest jeszcze dobrze przystosowany do radzenia sobie z nimi.

Z drugiej strony żyjemy też inaczej niż nasi dziadkowie – więzy między ludźmi są bardziej rozluźnione, wiele osób wyjeżdża do dużych miast, gdzie ciężko pracuje lub uczy się, ma bardzo mało czasu na kontakty z innymi i często nawet nie zna własnego sąsiada. Nie mamy też wsparcia w postaci wielopokoleniowej rodziny czy lokalnej społeczności, stąd częste poczucie osamotnienia, zagubienia.

Nie widzę, nie słyszę, nie mówię

  • Nie istnieje jeden wzór zdrowia psychicznego, który wszyscy muszą spełniać. Ludzi nie da się podzielić na dwie kategorie: zupełnie zdrowych i zupełnie chorych psychicznie. Osoby uznawane za psychicznie zdrowe często doświadczają różnych mniejszych lub większych trudności, z którymi nie potrafią sobie poradzić, mają swoje „słabe strony” i niekiedy mogą czuć się bardzo źle, z drugiej strony osoby uznawane za zaburzone często funkcjonują bardzo dobrze i niektóre aspekty ich funkcjonowania mogą być wręcz imponujące. Obie grupy mają wbrew pozorom więcej podobieństw, niż różnic i każda z nich może czerpać duże korzyści z psychoterapii. Korzystanie z różnych form psychoterapii może nie tylko pomóc w pozbyciu się określonych objawów, ale też poprawić jakość swojego życia, zwiększyć poziom odczuwanego szczęścia. Niekiedy nasze relacje z ludźmi nie są optymalne, tkwimy w sytuacjach życiowych, które są dla nas trudne i nie potrafimy samodzielnie sobie z nimi poradzić. Nie zawsze musi to być przejaw zaburzenia psychicznego, a jednak psychoterapia może pomóc takiej osobie rozwiązać swoje problemy, czuć się lepiej i być bardziej szczęśliwą – mówi dr Braniecka.

Niestety, stygmatyzacja dotycząca osób korzystających z psychoterapii jest wpisana w szerszy obszar stygmatyzacji dotyczącej osób doświadczających trudności psychicznych w ogóle. Ludzie cierpiące na depresję czy schizofrenię – nawet jeśli nie korzystają z psychoterapii – są często wykluczani ze społeczeństwa i dlatego zazwyczaj wstydzą się faktu bycia chorym. Z sondażu przeprowadzonego w ubiegłym roku przez CBOS wynika, że prawie trzy czwarte Polaków uważa, iż choroby psychiczne z założenia ukrywa się przed innymi. Według dr Branieckiej u podstaw wstydu związanego z korzystaniem z psychoterapii często leży znacznie szerszy problem współczesnych czasów – lęk przed byciem nie do końca sprawnym i efektywnym. W czasach, w których ogromną wagę przywiązuje się do osiągania życiowych sukcesów, przyznanie się do tego, że nie do końca sobie radzę, może być bardzo trudne.

Celebryta na kozetce

Do korzystania z psychoterapii coraz częściej przyznają się jednak polscy celebryci: Robert Gonera, Kora, Jolanta Fraszyńska, Maria Peszek, Kazik czy Sebastian Karpiel-Bułecka. O problemach z depresją czy zaburzeniami odżywiania mówią też hollywoodzkie gwiazdy – aktor Robert Downey Junior, Catherine Zeta-Jones czy młoda piosenkarka Demi Lovato.

Z jednej strony znane osoby dają w ten sposób dobry przykład innym – pokazują, że problemy psychiczne mogą dotyczyć każdego z nas i warto korzystać z pomocy specjalistów. Należy jednak pamiętać, że celebryci poruszają kontrowersyjne tematy chętnie, bo budzi to zainteresowanie, zwiększa ich popularność i gwarantuje uwagę mediów – stąd może wynikać obiegowa opinia o modzie na „chodzenie do terapeuty”.

  • Im bardziej kontrowersyjne jest zjawisko, do którego przyznaje się celebryta, tym większe jest prawdopodobieństwo, że znajdzie się on na okładce tabloidu. W rzeczywistości jest to tylko potwierdzenie faktu, jak bardzo kontrowersyjna i negatywnie nastygmatyzowana jest psychoterapia – skoro gwiazdy tak chętnie o tym mówią, to znaczy, że chcą zwrócić na siebie uwagę, wzbudzić pewnego rodzaju konsternację – podsumowuje dr Braniecka. – Nie chcę przez to powiedzieć, że zjawisko to dotyczy wszystkich celebrytów, ale obserwuje się wyraźną dysproporcję między przyznawaniem się do korzystania z terapii przez osoby z show-biznesu, a przez osoby z innych środowisk – zaznacza.

Źródło:”Gazeta Wyborcza”

DATA:2013-12-22

Sprawdź również: